Pracujesz mądrze, czy ciężko?

Ponad 90% ludzi, którzy odnieśli sukces finansowy, na starcie miało zerowe konto lub znajdowało się na skraju bankructwa. Przeciętny milioner, który zbił fortunę dzięki własnej pracy, średnio 3 razy był bankrutem lub uniknął tego losu o włos. Większość ludzi poniosło fiasko wielokrotnie, nim w końcu wykorzystali szansę, która przyniosła im sukces finansowy.
Żelazną zasadą w ludzkim życiu jest prawo przyczyny i skutku. Prawo to jest proste, lecz działa bezwzględnie. Zgodnie z nim nie ma skutku bez przyczyny. Akcja równa się reakcji. Także sukces lub jego brak to nie przypadek. Stan finansów jest efektem konsekwentnego działania dopóty, dopóki nie uda nam się osiągnąć upragnionej niezależności finansowej.


Biuletyn Jak robić pieniądze
Zgadzam się z Polityką Prywatności


Natura jest neutralna. Przyroda, rynek czy społeczeństwo nie dba o to, kim lub, czym jesteśmy. Prawo przyczyny i skutku mówi, że jeżeli postępujemy tak jak inni ludzie sukcesu, w końcu dojdziemy do równie dobrych rezultatów jak oni.
Jeśli nie będziemy ich naśladować, nie liczmy na cud. Coś, co powinieneś zapisać raz na zawsze w pamięci to następujące słowa: Nikt nie jest lepszy ani mądrzejszy od Ciebie. Nikt nie jest lepszy ani mądrzejszy od Ciebie. Powinieneś wziąć to sobie do serca. Jednym z podstawowych powodów niepowodzeń, poczucia niespełnienia i braku sukcesu finansowego jest przekonanie, że ludzie, którym się lepiej wiedzie są od nas lepsi. To po prostu bzdura.



Tato jak stać się bogatym?

- Tato, czy możesz mi powiedzieć, jak stać się bogatym?
Ojciec odłożył wieczorną gazetę. - Dlaczego chcesz być bogaty, synu?
- Dlatego, że dzisiaj mama Kuby zajechała nowym samochodem marki cadillac. Na weekend Kuba wyjeżdża do swojego domku nad oceanem. Zabiera ze sobą swoich trzech przyjaciół. Michał i ja nie zostaliśmy jednak zaproszeni, ponieważ jesteśmy biednymi dziećmi.
- Tak powiedział? - spytał z niedowierzaniem mój ojciec.
- Tak, tak powiedział - odpowiedziałem urażony.
Ojciec pokiwał głową w ciszy, przesunął mostek okularów w górę nosa i powrócił do czytania gazety. Stałem czekając na odpowiedź.
Był rok 1956. Miałem dziewięć lat. Przez jakieś zrządzenie losu poszedłem do tej samej publicznej szkoły, do której posyłali swoje dzieci bogaci ludzie. Miasto - w którym mieszkaliśmy - było głównie związane z plantacją trzciny cukrowej. Zarządzający plantacją i inni wpływowi ludzie - tacy jak: lekarze, biznesmeni i bankierzy - posyłali swoje dzieci do tej szkoły, do klas od pierwszej do szóstej. Po szóstej klasie ich dzieci były zazwyczaj wysyłane do prywatnych szkół. Ponieważ moja rodzina mieszkała po tej samej stronie ulicy, ja również poszedłem do tej szkoły. Gdybym mieszkał po przeciwnej stronie, byłbym posłany do innej, w której znajdowały się dzieci podobne do mnie. Po szóstej klasie musiałbym iść do szkoły przejściowej lub średniej, ponieważ nie istniała szkoła prywatna dla biednych dzieci.
W końcu ojciec odłożył gazetę. Zaczął z wolna, jakby coś przemyślał.
- No tak, synu. Jeżeli chcesz być bogaty, musisz nauczyć się robić pieniądze.
- Jak to zrobić, żeby robić pieniądze?
- Hm, używaj swojej głowy, synu - powiedział uśmiechając się - co tak naprawdę oznaczało: "To wszystko, co zamierzam ci powiedzieć" lub: "Nie znam odpowiedzi, więc nie wprowadzaj mnie w zakłopotanie".
Następnego dnia powiedziałem mojemu najlepszemu przyjacielowi, Michałowi, co powiedział mój ojciec. Michał i ja, byliśmy jedynymi biednymi dziećmi w tej szkole. Michał, podobnie jak i ja, znalazł się w niej przez zrządzenie losu. Ktoś nakreślił nierówność na linii rejonizacji szkół i znaleźliśmy się w szkole dla bogatych dzieci. Tak naprawdę nie byliśmy biedni, ale tak się czuliśmy, ponieważ wszyscy inni chłopcy mieli nowe rękawice do baseballu, nowe rowery, wszystko nowe.
Mama i tata zaspokajali nasze podstawowe potrzeby: jedzenie, schronienie, ubiór. Nie o to jednak chodziło. Mój ojciec zwykł mawiać: "Jeśli chcesz czegoś, zapracuj na to". Chcieliśmy mieć różne rzeczy, ale niewiele było pracy dostępnej dla dziewięcioletnich chłopców.
- Więc co robimy, aby zrobić pieniądze? - spytał Michał.
- Nie wiem - powiedziałem. - Czy chcesz jednak być moim partnerem?
Tego sobotniego poranka rozmawialiśmy dalej w tym samym stylu. Michał stał się moim pierwszym partnerem w biznesie. Cały poranek omawialiśmy różne pomysły związane z robieniem pieniędzy. Sporadycznie rozmawialiśmy o tych "wybrańcach", którzy dobrze się bawili w domku Kuby nad oceanem. To trochę raniło, ale ból ten był dobry, gdyż inspirował nas do kontynuowania przemyśleń o sposobach robienia pieniędzy. Na koniec, tamtego popołudnia, olśniło nas. Był to pomysł, który Michał zaczerpnął z czytanych przez siebie książek popularno-naukowych. Podekscytowani, uścisnęliśmy sobie dłonie, a partnerstwo stało się teraz biznesem.
Przez następnych kilka tygodni, Michał i ja, obchodziliśmy nasze osiedle, pukając do drzwi i pytając naszych sąsiadów, czy zechcieliby zachować dla nas swoje tuby po paście do zębów. Mieli zdziwione miny, większość dorosłych jednak zgadzała się z uśmiechem. Niektórzy pytali nas, co robimy z tubami. Odpowiadaliśmy: - Nie możemy powiedzieć. To tajemnica biznesu.
Moja mama przez pierwsze tygodnie obserwowała nas spokojnie. Na magazyn wybraliśmy sobie miejsce obok jej pralki, gdyż mogło ono pomieścić zapasy naszego surowca. Nasza mała kupka zużytych tubek po paście zaczęła rosnąć w brązowym tekturowym pudełku, które kiedyś służyło do przechowywania butelek z keczupem.
W końcu jednak nie wytrzymała tego. Widok rosnącej sterty poskręcanych tub po paście jej sąsiadów zdenerwował ją.
- Co wy chłopcy robicie? - spytała. - Nie chcę usłyszeć, że to tajemnica biznesu. Zróbcie coś z tym bałaganem, albo wyrzucę to wszystko.
Michał i ja prosiliśmy mamę o wyrozumiałość obiecując, że wkrótce będziemy mieli tego wystarczającą ilość i zaczniemy produkcję. Poinformowaliśmy ją, że czekamy na kilku sąsiadów, którzy obiecali nam swoje tuby. Mama zgodziła się poczekać tylko jeden dodatkowy tydzień.
Data rozpoczęcia produkcji została przesunięta na wcześniejszy termin. Wywarto na nas presję. Mój pierwszy związek partnerski był zagrożony przez moją własną mamę, zawiadomieniem o eksmisji z naszej przestrzeni magazynowej. Zadaniem Michała było powiedzieć sąsiadom, aby szybko zużyli swoją pastę do zębów, gdyż ich dentysta chce, aby częściej czyścili zęby. Ja zacząłem budować linię produkcyjną.
Produkcja rozpoczęła się po tygodniu, tak jak było to zaplanowane. Gdy mój ojciec przyjechał ze swoim znajomym, zobaczył na wjeździe do garażu dwóch dziewięcioletnich chłopców obsługujących linię produkcyjną idącą pełną parą. Wszędzie dokoła znajdował się drobny biały proszek. Na długim stoliku stały małe kartony po mleku, a nasz rodzinny grill hibachi jarzył się czerwonymi gorącymi węglami, maksymalnie rozgrzany.
Ojciec zaparkował samochód na początku wjazdu, gdyż linia produkcyjna zablokowała go i ostrożnie podszedł wraz ze swoim znajomym. Zbliżając się, zobaczyli stalowy garnek umieszczony na węglach, zawierający topiące się tubki po paście do zębów. W tamtych latach pasta do zębów nie znajdowała się w plastikowych tubach. Tuby były zrobione z ołowiu. Gdy więc farba została opalona, tuby były wrzucane do małego stalowego garnka, topiąc się, aż stały się płynnym ołowiem. Przy użyciu rękawic mojej mamy do gorących garnków laliśmy ołów przez małą dziurkę znajdującą się na górze każdego kartonu. Kartony po mleku były formami zrobionymi z gipsu.
Pokrywający wszystko biały proszek był gipsem, który rozprzestrzenił się zanim zmieszaliśmy go z wodą. W pośpiechu kopnąłem i wywróciłem worek, więc cała powierzchnia wyglądała tak, jakby została nawiedzona przez burzę śnieżną.
Mój ojciec i jego znajomy patrzyli, jak ostrożnie wlewaliśmy stopiony ołów poprzez mały otwór na górze gipsowego sześcianu.
- Ostrożnie - powiedział mój ojciec.
Kiwnąłem głową nie patrząc na bok.
Na koniec, gdy wlewanie zostało zakończone, odłożyłem stalowy garnek i uśmiechnąłem się do mojego ojca.
- Co wy chłopcy robicie? - spytał z lekkim uśmiechem.
- Robimy to, co powiedziałeś, że mam robić, aby być bogatym - powiedziałem.
- Aha - dodał Michał, śmiejąc się i potakując głową. - Jesteśmy partnerami.
- A co znajduje się w tych gipsowych formach? - spytał ojciec.
- Popatrz - powiedziałem. - To powinien być dobry wsad.
Używając małego młotka uderzyłem zabezpieczenie łączące obie połowy sześcianu. Ostrożnie podniosłem górną połowę gipsowej formy i wyleciał ołowiany pieniążek.
- O mój Boże - powiedział ojciec. - Odlewacie z ołowiu pięciocentówki?
- Zgadza się - powiedział Michał. Robimy tak, jak pan powiedział, żeby robić. Robimy pieniądze.
Znajomy mojego ojca odwrócił się i wybuchnął śmiechem. Ojciec również uśmiechał się i kiwał głową. Miał przed sobą dwóch małych chłopców pokrytych białym kurzem i śmiejących się od ucha do ucha, rozpalony ogień i kartony tubek po paście.
Poprosił nas o zakończenie wszystkiego i zajęcie miejsca na frontowych schodach naszego domu. Z uśmiechem, delikatnie wyjaśnił nam, co oznacza słowo "podrabianie".
Nasze marzenia były zdruzgotane. - Ma pan na myśli to, że jest to nielegalne? - spytał Michał z drżeniem w głosie.
- Daj im wolną rękę - powiedział znajomy ojca. - Być może rozbudują swój wrodzony talent. Ojciec gwałtownie spojrzał na niego.
- Tak, to jest nielegalne - spokojnie powiedział ojciec. - Wy chłopcy wykazaliście jednak dużą pomysłowość i oryginalność. Kontynuujcie. Jestem naprawdę dumny z was.
Zawiedzeni siedzieliśmy około dwudziestu minut w ciszy, zanim zaczęliśmy sprzątać nasz bałagan. Biznes skończył się w dniu jego otwarcia. Zamiatając proszek spojrzałem na Michała i powiedziałem: - Myślę, że Kuba i jego przyjaciele mają rację. Jesteśmy biedni.
Gdy to mówiłem, ojciec właśnie wychodził i odpowiedział: - Chłopcy, będziecie biedni tylko wtedy, gdy poddacie się. Najważniejszą rzeczą jest to, że coś zrobiliście. Większość ludzi tylko mówi i marzy o wzbogaceniu się. Wy coś zrobiliście. Jestem bardzo dumny z was obu. Powiem to jeszcze raz. Kontynuujcie. Nie zarzucajcie tego.
Staliśmy w ciszy. To były miłe słowa, ale my ciągle nie wiedzieliśmy co robić.
- Więc jak to się stało tato, że nie jesteś bogaty? - spytałem.
- Ponieważ postanowiłem zostać nauczycielem w szkole. Nauczyciele tak naprawdę nie myślą o tym, aby być bogatymi. Po prostu lubimy uczyć. Chciałbym ci pomóc, ale naprawdę nie wiem, jak robić pieniądze.
Odwróciliśmy się kontynuując swoje sprzątanie.
- Wiem - powiedział ojciec - jeśli chcecie nauczyć się tego, jak stać się bogatym, nie pytajcie mnie. Michale, porozmawiajcie z twoim ojcem.
- Moim ojcem? - zapytał Michał ze zdziwieniem.
- Tak, twoim ojcem - powtórzył mój ojciec z uśmiechem. - Twój ojciec i ja odwiedzamy tego samego bankiera; on zachwyca się twoim ojcem. Kilka razy powiedział mi, że twój ojciec jest świetny, gdy chodzi o robienie pieniędzy.
- Mój ojciec? - Michał spytał jeszcze raz z niedowierzaniem. - Dlaczego, więc nie mamy pięknego samochodu i pięknego domu, jak inne bogate dzieci ze szkoły?
- Piękny samochód i piękny dom niekoniecznie oznaczają, że jesteś bogaty lub wiesz jak robić pieniądze - odpowiedział mój ojciec. - Ojciec Kuby pracuje dla plantacji trzciny cukrowej. Niewiele różni się ode mnie. On pracuje dla firmy, a ja pracuję na państwowej posadzie. To firma kupuje dla niego samochód. Firma cukrownicza ma teraz kłopoty finansowe i ojciec Kuby wkrótce może nic nie mieć. Twój ojciec Michale jest inny. Wygląda na to, że buduje on imperium i podejrzewam, że za kilka lat będzie on bardzo bogatym człowiekiem.
Fragment pochodzi z książki Roberta Kiyosakiego Bogaty ojciec, biedny ojciec. Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej odwiedź stronę Bogatego ojca


Ucz się i pracuj, a garb Ci

sam wyrośnie

Przeczytaj wywiad z Robertem Kiyosaki Ucz się i pracuj, a garb Ci sam wyrośnie

- Jeśli będziesz pilnie się uczyła i uzyskasz dobre stopnie, znajdziesz bardzo dobrze płatną pracę z dodatkowymi świadczeniami - mieli zwyczaj mawiać moi rodzice. Ich życiowym celem było zapewnienie mojej starszej siostrze i mnie wyższego wykształcenia, abyśmy miały jak największe szanse na życiowy sukces. Gdy w 1976 roku otrzymałam na Florida State University dyplom z wyróżnieniem z zakresu rachunkowości - będąc jedną z najlepszych studentek - moi rodzice osiągnęli swój cel. Było to ukoronowanie osiągnięć ich życia. Zgodnie z założeniami "mistrzowskiego planu" zostałam zatrudniona przez firmę należącą do czołowej ósemki firm rozrachunkowych i widziałam moją przyszłość jako długą karierę oraz bardzo wczesną emeryturę.

Mój mąż, Michael, szedł podobną ścieżką. Oboje pochodziliśmy z ciężko pracujących rodzin posiadających skromne środki, ale reprezentujących wysoką etykę zawodową. Michael również ukończył naukę z wyróżnieniem i to na dwóch kierunkach: najpierw na studiach inżynierskich, a potem prawniczych. Zaraz po studiach został zaangażowany przez posiadającą wysoki prestiż firmę prawniczą z Waszyngtonu, która specjalizowała się w prawie patentowym; wyglądało to na świetlaną przyszłość z dobrze określoną drogą kariery i gwarantowaną bardzo wczesną emeryturą.

Mimo, iż nasze kariery były pomyślne - nie doprowadziły do tego, czego oczekiwaliśmy. Oboje po kilka razy zmienialiśmy pracę i zawsze dla właściwych powodów; nie oddaliśmy jednak naszego zabezpieczenia emerytalnego komuś innemu do zarządzania w naszym imieniu. Nasze fundusze emerytalne rosną tylko dzięki naszym własnym wkładom.

Wraz z Michaelem stanowimy świetne małżeństwo posiadające troje wspaniałych dzieci. W czasie, gdy to piszę, dwoje z nich znajduje się na studiach, a jedno właśnie rozpoczyna naukę w szkole średniej. Wydaliśmy fortunę na zapewnienie naszym dzieciom jak najlepszej edukacji. Pewnego dnia 1996 roku jedno z moich dzieci wróciło do domu rozczarowane szkołą. Syn był znudzony i zmęczony nauką. - Dlaczego muszę spędzać czas na uczeniu się czegoś, czego nigdy w życiu nie będę stosował? - protestował.

Odpowiedziałam bez namysłu: - Dlatego - że jeśli nie uzyskasz dobrych stopni - nie dostaniesz się na studia.

Bez względu na to czy dostanę się na studia, czy też nie - odpowiedział - zamierzam być bogaty.

- Jeżeli nie ukończysz uczelni, to nie otrzymasz dobrej pracy - odpowiedziałam z odrobiną paniki i matczynej troski. - Jeśli nie będziesz miał dobrej pracy, jak zamierzasz stać się bogatym?

Mój syn głupio się uśmiechnął i z wolna potrząsnął głową okazując lekkie znudzenie. Taką rozmowę odbywaliśmy już wcześniej wiele razy. Chłopak spuścił głowę i odwrócił wzrok. Po raz kolejny słowa matczynej mądrości nie docierały do jego uszu.

Pomimo tego, że był sprytny i miał silną wolę, zawsze był grzecznym młodym człowiekiem mającym respekt.

- Mamo - zaczął. Teraz była moja kolej na wysłuchanie wykładu. - Nadążaj za czasami! Rozejrzyj się wokół: najbogatsi ludzie nie stali się bogatymi dzięki swojemu wykształceniu. Spójrz na Michaela Jordana i Madonnę. Nawet Bill Gates porzucił Harvard, założył Microsoft i jest teraz najbogatszym człowiekiem w Ameryce - wciąż przed czterdziestką. Istnieje też baseballista, który zarabia 4 miliony dolarów na rok, mimo, że mówią o nim, iż nie grzeszy mądrością.

Między nami zapanowała długa cisza. Dochodziło do mnie to, że dawałam mojemu synowi takie same rady, jakie dawali mi moi rodzice. Świat wokół nas zmienił się, ale rady się nie zmieniły. Otrzymanie dobrego wykształcenia i zdobywanie dobrych stopni nie zapewniają już sukcesu, jednak nikt poza naszymi dziećmi tego nie zauważył.

- Mamo - kontynuował - nie chcę pracować tak ciężko jak ty i tata. Zarabiacie dużo pieniędzy i żyjemy w wielkim domu, w którym jest pełno "zabawek". Jeśli podążę za twoją radą, nakręcę się tak jak wy, pracując ciężej i ciężej tylko po to, by płacić więcej podatków i pogrążyć się w długach. Nie istnieje już coś takiego, jak pewna praca; słyszałem też o restrukturyzacji przedsiębiorstw. Wiem również, że dzisiejsi absolwenci uczelni zarabiają mniej niż wtedy, gdy ty ukończyłaś studia. Popatrz na lekarzy. Nie robią już takich pieniędzy jak dawniej. Wiem, że nie mogę polegać na ubezpieczeniu społecznym lub funduszu emerytalnym pracodawcy, gdy przejdę na emeryturę. Potrzebuję nowych odpowiedzi.

Miał rację. Podobnie jak ja, potrzebował nowych odpowiedzi. Rady moich rodziców były skuteczne dla ludzi urodzonych przed 1945 rokiem, ale mogą być katastrofalne dla tych z nas, którzy urodzili się w szybko zmieniającym się świecie. Nie mogę już po prostu mówić moim dzieciom: - Idź do szkoły, osiągaj dobre wyniki, szukaj dobrej i pewnej pracy.

Wiedziałam, że muszę szukać nowych sposobów kierowania edukacją moich dzieci.

Jako matkę, a zarazem księgową, trapił mnie brak szkolnej edukacji związanej z finansami. Wielu dzisiejszych młodych ludzi otrzymuje karty kredytowe przed opuszczeniem szkoły średniej, nigdy jednak nie wzięli udziału w zajęciach na temat pieniędzy czy sposobów inwestowania, a zrozumienie tego jak odbywa się naliczanie procentu złożonego na ich kartach, pozostawiono im samym. Mówiąc wprost: brak podstaw finansowych i wiedzy o tym jak pracują pieniądze, powoduje, że młodzi nie są przygotowani na spotkanie ze światem, który na nich czeka, światem, w którym wydawanie pieniędzy jest wyniesione ponad oszczędzanie.

Gdy mój najstarszy syn - będąc świeżo upieczonym studentem - pogrążył się w strasznych długach związanych z kartami kredytowymi, nie tylko pomogłam mu zlikwidować te karty, ale udałam się też na poszukiwanie programu, który mógłby mi pomóc w finansowej edukacji dzieci.

Pewnego dnia minionego roku zadzwonił z pracy mój mąż. - Mam kogoś, z kim powinnaś się spotkać - powiedział. - Nazywa się Robert Kiyosaki. Jest biznesmenem oraz inwestorem i przybył, aby złożyć podanie dotyczące otrzymania patentu na grę związaną z edukacją. Myślę, że to jest to, czego szukałaś.

Mój mąż, Michael, był pod takim wrażeniem CASHFLOW - nowej pomocy edukacyjnej, którą Robert Kiyosaki tworzył - że zorganizował udział nas obojga w teście prototypu. Z racji tego, iż była to gra edukacyjna, spytałam moją 19-letnią córkę - świeżo upieczoną studentkę lokalnego uniwersytetu - czy zechciałaby wziąć udział w teście. Zgodziła się.

W teście wzięło udział około piętnaście osób podzielonych na trzy grupy.

Mike miał rację. Była to pomoc edukacyjna, której szukałam. Była ona jednak zaskakująca. Wyglądała jak wielokolorowa plansza gry monopol, z wielkim, dobrze ubranym szczurem usadowionym pośrodku. W odróżnieniu jednak od planszy monopolu posiadała dwa tory: jeden wewnątrz i jeden na zewnątrz. Celem gry było wydostanie się z wewnętrznego toru, który Robert określał "wyścigiem szczurów" i przedostanie się na zewnętrzny tor zwany "szybkim torem"; objaśnił też, że szybki tor symuluje to, jak bogaci ludzie działają w prawdziwym życiu. Następnie wyjaśnił nam "wyścig szczurów".

- Jeśli przyjrzymy się życiu średnio edukowanej, ciężko pracującej osoby, zauważymy podobną drogę. Dziecko rodzi się i po czasie idzie do szkoły. Dumni rodzice są podnieceni, gdyż dziecko osiąga celujące wyniki i dostaje się na studia. Dziecko zdobywa dyplom, może nawet kontynuuje naukę na studiach podyplomowych. Następnie robi tak, jakby dosłownie to zaprogramowano: szuka etatu gwarantującego ciągłość zatrudnienia lub rozpoczyna karierę dającą podobne poczucie bezpieczeństwa. Dziecko znajduje tę pracę, może jako lekarz lub prawnik, albo wstępuje do wojska lub obejmuje posadę państwową. Ogólnie mówiąc, dziecko zaczyna zarabiać pieniądze, karty kredytowe zaczynają się mnożyć i rozpoczynają się zakupy, o ile nie rozpoczęły się już wcześniej.

- Mając pieniądze na przetrwonienie, dziecko udaje się do miejsc, w których zabijają czas inni - podobni jemu - młodzi ludzie; spotykają się oni z innymi młodymi, umawiają się na randki, czasem pobierają się. Dwa źródła dochodu są błogosławieństwem. Młodzi czują się szczęśliwi, ich przyszłość jest świetlana i decydują się kupić dom, samochód, telewizor, zafundować sobie wakacje i mieć dzieci. Pakiet szczęścia przybywa na miejsce. Potrzeba gotówki jest olbrzymia. Szczęśliwa para decyduje, że ich kariery są życiowo ważne i zaczynają ciężej pracować, stają się lepszymi pracownikami, jeszcze bardziej oddanymi pracy. Dokształcają się celem nabycia jeszcze bardziej wyspecjalizowanych umiejętności, aby móc więcej zarabiać. Możliwe, że decydują się na dodatkową pracę. Ich dochody idą w górę, ale podobnie wzrasta przedział wymiaru podatku oraz podatek od nieruchomości związany z ich nowym wielkim domem; wzrasta też opodatkowanie na ubezpieczenie społeczne oraz wszystkie inne podatki. Otrzymują swoją wielką pensję i dziwią się, gdzie też wsiąkły te wszystkie pieniądze. Przystępują do funduszu powierniczego, a za artykuły spożywcze płacą kartami kredytowymi. Ich dzieci osiągają wiek pięciu czy sześciu lat i zaczyna wzrastać potrzeba oszczędzania na ich przyszłe studia, podobnie jak trzeba też oszczędzać na czas, gdy rodzice przestaną już pracować.

- Ta szczęśliwa para - która urodziła się 35 lat temu - znalazła się teraz w pułapce "wyścigu szczurów", w której pozostanie do końca swoich pracujących dni. Pracują dla właścicieli firmy, na podatki i dla banku, któremu spłacają raty za dom i karty kredytowe.

- I w takiej oto sytuacji radzą swoim dzieciom: - Ucz się pilnie, osiągaj dobre wyniki, szukaj dobrej i pewnej pracy. Niczego nie uczą się o pieniądzach - poza tymi, którzy odnoszą korzyści z ich naiwności - ciężko pracując przez całe swoje życie. Proces powtarza się poprzez następną ciężko pracującą generację. Jest to "wyścig szczurów".

Jedynym sposobem na wydostanie się z tego "wyścigu szczurów" jest wykazanie biegłości w rachunkowości i inwestowaniu, których trudność opanowania jest mitem. Jako wykształcona księgowa, która swego czasu pracowała dla jednej z największych firm rozrachunkowych, byłam zdziwiona, że Robert sprawił, iż nauka obu tych dziedzin stała się pasjonującą zabawą. Proces nauki był tak dobrze ukryty, iż podczas pilnej pracy nad wydostaniem się poza "wyścig szczurów" szybko zapomnieliśmy, że uczymy się.

Jak zacząć myśleć tak jak bogaci i wydostać się z wyścigu szczurów. Im częściej grasz tym stajesz się bogatszy
Gra Cashflow 101

Cashflow 101

Wkrótce testowanie pomocy edukacyjnej przerodziło się w popołudniową zabawę z moją córką, podczas której rozmawiałyśmy o rzeczach, których nigdy przedtem nie poruszałyśmy. Udział w grze, która wymagała zestawienia dochodu i zestawienia bilansu, był łatwy dla księgowej. Dzięki temu miałam czas, aby pomóc mojej córce i innym graczom przy naszym stole w przyswojeniu sobie koncepcji, których nie rozumieli. Byłam pierwszą i jedyną osobą spośród całej grupy, która tego samego dnia wydostała się z "wyścigu szczurów". Znalazłam się na zewnątrz w ciągu 50 minut, mimo, że gra trwała prawie trzy godziny.

Przy naszym stole był bankier, właściciel biznesu i programista komputerowy.

Tym, co naprawdę zwróciło moją uwagę było to, jak mało ci ludzie wiedzieli o rachunkowości i inwestowaniu - tematach tak istotnych w ich życiu. Zastanawiałam się, jak w prawdziwym życiu zarządzają swoimi sprawami finansowymi. Mogłam zaakceptować to, że moja 19-letnia córka może czegoś nie zrozumieć, ale przecież oni byli dorośli i mieli co najmniej dwa razy tyle lat co ona.

Przez następne dwie godziny - po tym jak wydostałam się z "wyścigu szczurów" - obserwowałam moją córkę i edukowane osoby; dorośli rzucali kostkę i przemieszczali swoje znaczniki. Mimo, że byłam zadowolona z tego, iż wszyscy tak dużo uczyli się, byłam poruszona tym, jak niewiele ci dorośli wiedzieli o podstawach prostej rachunkowości i inwestowania. Mieli trudności ze zrozumieniem związku pomiędzy zestawieniem dochodu i zestawieniem bilansu. W miarę jak kupowali i sprzedawali aktywa, trudnością dla nich było zapamiętanie tego, że każda transakcja może mieć wpływ na miesięczny przepływ ich pieniędzy. Myślałam o tym, ile milionów ludzi szarpie się z finansami w rzeczywistym świecie tylko dlatego, że nigdy nie nauczono ich tych zagadnień.

Całe szczęście, że dobrze się bawią i są zajęci wygraniem - pomyślałam sobie. Po zakończeniu rywalizacji Robert dał nam piętnaście minut na dyskusję i krytykę prowadzoną w grupach na temat CASHFLOW.

Właściciel biznesu siedzący przy moim stole był niezadowolony. Nie polubił gry. - Nie muszę tego wiedzieć - powiedział do wszystkich na głos. - Po to zatrudniam księgowych, bankierów i prawników, aby powiedzieli mi o tym wszystkim. Na to Robert odpowiedział: - Czy zauważył pan kiedyś, że istnieje wielu księgowych, którzy nie są bogaci? A także bankierów, prawników, maklerów giełdowych i pośredników handlu nieruchomościami? Wiedzą oni wiele i w większości są to mądrzy ludzie, jednakże większość z nich nie jest bogata. Ponieważ nasze szkoły nie uczą ludzi tego, co wiedzą bogaci - zasięgamy porady tych ludzi. Pewnego dnia jedzie pan autostradą, utyka w korku próbując dostać się do pracy. Patrząc na prawo widzi pan swojego księgowego, który ugrzązł w tym samym korku. Patrzy pan na lewo i widzi swojego bankiera. To powinno dać panu coś do myślenia.

Programista komputerowy również nie był zachwycony grą: - Mogę kupić oprogramowanie, które mnie tego nauczy.

Bankier natomiast był poruszony. - Uczyłem się tego w szkole - tej części związanej z rachunkowością - ale nigdy nie wiedziałem, jak zastosować to w prawdziwym życiu. Teraz wiem. Muszę wydostać się z "wyścigu szczurów".

Wypowiedzią, która mnie jednak najbardziej poruszyła, był komentarz mojej córki. - Ucząc się, dobrze się bawiłam - powiedziała. - Wiele nauczyłam się o tym, jak naprawdę pieniądze pracują i jak je inwestować.

Następnie dodała: - Teraz wiem, że w wyborze zawodu mogę się kierować tym, co chcę wykonywać, a nie gwarancją utrzymania etatu i pakietem przypisanych do niego świadczeń lub tym, jak będę opłacana. Jeśli nauczę się tego, czego uczy ta gra, mam wolną rękę w robieniu i studiowaniu tego, czego pragnę z całego serca, zamiast studiować coś innego tylko dlatego, że firmy poszukują ludzi o określonych umiejętnościach zawodowych. Jeżeli nauczę się tego, nie będę musiała martwić się utrzymaniem posady czy bezpieczeństwem socjalnym w taki sposób, w jaki martwi się już większość moich kolegów z roku.

Design by Bogata kobieta Przepowiednia bogatego ojca Jak sfinansować zakup nieruchomości Udane wesele Praca dyplomowaPsychologia w biznesie Dlaczego chcemy żebyś był bogaty Mądre bogate dziecko Podświadomość Techniki relaksacji ridgehkr Opracowanie Marketing w InternecieTylko dobre stronySEO RookieHotele Sopot